To był bardzo udany mecz dla całej drużyny FC Barcelony, która wygrała tę rozgrywkę z BVB z wynikiem 4:1. Mimo wygranej i zaliczonych dwóch asyst Alexis nie był zbyt zadowolony, wciąż myślał o ukochanej.
Zmierzając ku stadionowemu tunelowi ujrzał wyłaniającą się z niego postać, rozpoznał w niej sylwetkę kobiety niosącą coś w ramionach, a w jego sercu zapaliło się światełko nadziei. Niemożliwe czy to naprawdę ona. Czyżby wróciła do niego i wreszcie będą mogli być razem szczęśliwi?
Lecz uśmiech z jego twarzy szybko znika a z tunelu wychodzi Leighton.
-Ale jak? Co?-na jej widok nie mógł wydusić ani słowa. Spoglądał na tonącą we łzach siostrę trzymającą malca na rękach.
-Co tu robisz? Dlaczego trzymasz mojego syna?! Gdzie Maribel? - tyle pytań na raz próbował zadać - Przecież miałaś wyjechać jak najdalej z kraju. Te typy mogą cię tutaj znaleźć - mówił a wręcz prawie krzyczał.
-Maribel... Ona... - nie wiedziała jak mu powiedzieć, że miłość jego życia odeszła na zawsze i już nie wróci, nie chciała ranić swojego ukochanego braciszka, to mogłoby go zniszczyć ale nie mogła przecież tego ukryć.
Alexis patrzył na nią ze smutkiem i nie ukrywał swych łez. Z oczu siostry mógł tylko wyczytać to, iż stało się coś złego.
-Mów gdzie ona jest do cholery ?! - wykrzyczał to tak głośno, że aż zbudził niemowlę, które zaczęło rzewnie płakać -Gadaj!
Przez to całe zajście nie mogła się wysłowić, w dodatku ludzie, którzy co chwila przechodzili obok nich spoglądali w ich kierunku, całe szczęście nie pojawił się przy nich nikt z prasy.
Mężczyzna wyłapał tylko pojedyncze słowa:
-Maribel. Samolot. Plan. Policja. Życie. Dziecko.
Jak szalony próbował wyrwać się na zewnątrz stadionu taranując po drodze ludzi, a gdy tylko mu się udało, wychwycił jakiemuś facetowi na ulicy klucze od wozu i pomknął nim stronę lotniska.
Dziewczyna stała w miejscu jeszcze chwilę, gdy nagle podbiegł do niej Fabregas nie zwracając uwagi na jej obecny stan.
-Hej piękna. Może umówisz się ze mną, wybierzemy się gdzieś wieczorem do jakiejś fajnej knajpki, co ty na to ? - zapytał z wielkim zapałem oczekując pozytywnej odpowiedzi na "TAK". Niestety jedyne co usłyszał to chłodne "NIE". Lecz chłopak się nie poddawał.
_A może jednak zmienisz zdanie i ... - nie zdążył dokończyć zdania i usłyszał tylko bardzo wyraźne - Odczep się Cesc !
Chłopak zamilkł i zasmuciwszy się zwiesił głowę w dół udając się w kierunku szatni.
-Co ona sobie myśli, że co, że to niby kolejny film akcji, w którym gra główną rolę nasza miłość. Po tym wszystkim co razem przeszliśmy. Dlaczego? Dlaczego Boże pozwalasz jej na to? Błagam niech tylko nie popełni jakiegoś głupstwa. Spraw by była cała i zdrowa inaczej nie będę miał dla kogo żyć. -wymawiając te słowa w duszy, łzy cisnęły mu się do oczy, że ledwo zauważył grupkę osób przechodzących przez jezdnię. W ostatniej chwili udało mu się zahamować.
Dotarł na miejsce, lecz za późno. Samolot odleciał, a wraz z nim młoda dziewczyna. Dla niego była wyjątkową kobietą, którą kochał i darzył prawdziwym uczuciem, to dzięki niej poznał jak wielką moc ma to uczucie. Dlatego cierpi z powodu jej starty, lecz nie traci nadziei i nie chce jej stracić, bo gdzieś w sercu ta nadzieja próbuje się odnaleźć. Wierzy, że wróci do niego, że za chwilę przejdzie przez bramkę kontrolną i będą razem mogli wrócić do domu, do synka.
Alexis stał w miejscu, z którego mógł dobrze obserwować pas startowy samolotów. Znużony długim czekaniem próbując uniknąć snu, zasypia na krześle i śni. I wszystko co mu się przyśniło było powtórką z początków poznania Maribel.
____________________________________________
Od autorki:
No więc, zacznę od tego, iż uważam, że przeszłam samą siebie, ale opinia należy do was czytelników. Oczywiście jak zwykle podczas pisania doszło do pewnych zmian tekstu coś się odjęło lub dodało.
Mam nadzieję, że nie jest tak tragicznie i się wam spodoba. Z góry przepraszam za błędy.
Pozdrawiam, no i życzę wam Wesołych Świąt i udanego Sylwestra, bo nie wiem czy będę jeszcze w tym roku dodawać jaki odcinek. ;* ;D
No nareszcie. Myślałam, że w tym roku już nic nie dodasz. ;)
OdpowiedzUsuńZaskoczyłaś mnie. Coś tam niby przedtem wiedziałam o tym opowiadaniu, ale takiego początku się nie spodziewałam. Mimo to jest świetnie i zapowiada się ciekawie. Wiem z doświadczenia, że początki są najtrudniejsze, więc mocno trzymam kciuki. Niech wena Cię nie opuszcza i obyś nie brała przykładu ze mnie i nie dodawała rozdziałów co dwa miesiące. ;))
Czekam na następny rozdział. ;*
Święta to jednak czas cudów - Gaba zaczyna opowiadanie! :D
OdpowiedzUsuńPoczątki są trudne, ale z biegiem czasu będzie lepiej. Weny, kochana, żeby nigdy jej nie zabrakło.. no i wesołej końcówki świąt i udanego Sylwka :*
tak sobie patrze... i jacy bohaterowie! :D
OdpowiedzUsuńwidzę, od razu zaczęłaś z grubej rury, że tak powiem i naprawdę świetnie Ci to wyszło. mam nadzieję, że szybko dodasz następny odcinek bo już nie mogę się doczekać, by dowiedzieć się co będzie dalej. ah, biedy Alexis.
informuj mnie proszę i zapraszam do siebie. pozdrawiam ;)